
Murilega zaprosiła mnie do zabawy serialowej i próbuję od rana sklecić coś sensownego – a nie jest to łatwe, gdyż lubię bardzo dużo seriali. Skupię się na tych, które oglądam aktualnie:
Bardzo lubię seriale kryminalne. Ostatnio wciągnęłam się mocno w „The Killing” – serial o brutalnym zabójstwie młodej dziewczyny Nanny Larsen. W tle działań związanych ze śledztwem prowadzonym przez świetną detektyw – Sarah Lund, obserwujemy zagrywki ze świata polityki, który aż tak bardzo nie jest tematem odległym. Wszystkie sytuacje jakoś się ze sobą łączą i odkrywają bardzo mroczne tajemnice. Oprócz zagadki morderstwa śledzimy delikatnie zarysowane osobiste problemy bohaterów. Sarah Lund należy do grona detektywów chodzących swoimi ścieżkami, działających zgodnie z instynktem. Pali, pije piwo, je to, co odgrzeje szybko w mikrofalówce. Obsesyjnie myśli o pracy zapominając o własnej rodzinie, z którą pozostaje w ciągłych konfliktach. Ubrana w jeden sweter dąży do celu – niczym Harry Hole – nie wierząc w nic i nikomu.
„The Killing” to serial duński, w środę na „Ale kino” będzie można obejrzeć dwa ostatnie odcinki. Szkoda, że to już koniec.

Kolejnym serialem, który oglądam ostatnio jest „Inspektor Irene Huss”. Tutaj każdy odcinek jest o innej sprawie kryminalnej, ale również mamy świetną policjantkę, która wie, co robi. Irene – w odróżnieniu od Sarah, ma rodzinę, która ją wspiera oraz bardzo dobry zespół.
Śledztwa, które prowadzi należą do ciężkich przestępstw, często są to brutalne zabójstwa kobiet. Bohaterka wydaje się być również kobietą, dla której makijaż czy super ciuchy nie mają znaczenia. Swoją pracę wykonuje z determinacją. Serial też ma się ku końcowi – czego również żałuję….

Przyszła kolej na trzy wspaniałe seriale kryminalne produkcji brytyjskiej. O dwóch z nich pisałam już, więc nie będę się powtarzała ze streszczaniem – są to – wspaniały “Sherlock” i mroczny “Luther”. Przy okazji wspomnę, że bardzo się cieszę, iż Idris Elba otrzymał niedawno Złoty Glob za rolę Luthera właśnie.
Trzecim z seriali brytyjskich jest “Morderca z Whitechapel”. Główny bohater, podkomisarz Chandler w pierwszym sezonie tropi bezwzględnego zabójcę, naśladowcę Kuby Rozpruwacza. Pomaga mu dziwny “człowieczek” – specjalista od tego seryjnego mordercy, który na co dzień zajmuje się oprowadzaniem wycieczek – śladami Kuby Rozpruwacza. Pojawia się on i w sezonie drugim. Niedawno dowiedziałam się, że jest już kolejna część przygód detektywa Chandlera – czekam z niecierpliwością na emisję.

Kolejnym serialem kryminalnym, który oglądam aktualnie jest polski “Glina”. Wspaniały film w reżyserii Władysława Pasikowskiego z rewelacyjną rolą Jerzego Radziwiłowicza, który gra tutaj komisarza Andrzeja Gajewskiego. Sprawy kryminalne rozłożone na około dwa odcinki, przeplatane z problemami osobistymi bohaterów są bardzo wciągające. Oglądałam ten film kilka lat temu, ale teraz z chęcią go powtarzam. Nie ma w nim super bohaterów, postacie popełniają pomyłki, a w ich życiu bywa różnie. To według mnie najlepszy polski serial kryminalny.

A teraz dla odmiany od tych kryminalnych napiszę o innym serialu, z którym jestem na bieżąco. Jest to film „Sześć stóp pod ziemią”. Wspaniały serial, tym razem amerykański – psychologiczny obraz rodziny Fisherów, prowadzących dom pogrzebowy. Cała masa problemów nagromadzonych w tym filmie, połączonych z ironią powoduje, że film trzyma wysoki poziom. Ale to dlatego, że nie są to problemy rodem romantycznych tasiemców. Owszem – dotyczą sfery miłosnej – ale nieźle pokręconej, sfery intymnej – ale jeszcze bardziej pokręconej, braku zrozumienia – najczęściej siebie samego. A odnalezienie jakiegoś swojego miejsca w tym wszystkim wydaje się niemożliwe – życie bywa jeszcze bardziej pokręcone od Fisherów – i o tym jest ten film…
Główni bohaterowie to członkowie rodziny Fisherów – David, Nate i Claire, ich matka Ruth, pracownik Federico, Keith – chłopak Davida, Brenda – dziewczyna Nate’a i wielu innych obserwatorów i uczestników życia na ziemi, poszukujących jego sensu….

Opowiedziałam o serialach, które oglądam aktualnie. I na tym zakończę swój wywód. Gdybym miała jeszcze pisać o innych ulubionych filmach, to kto by to czytał… Nie wspomniałam nawet o ulubionym Wallanderze… Może przy innej okazji.
Jedno jest pewne – lubię seriale, w których ludzkie życie jest kompletnie “zamotane” i trudno odnaleźć sens tego wszystkiego…
Dziękuję Marcie za zaproszenie do zabawy – nigdy nie zmobilizowałabym się, żeby pisać o serialach, które lubię…