Category Archives: Filmy

Maria Wern

Maria Wern - Främmande fågel. Eva Röse som Maria Wern.Przedwczoraj, 2 czerwca, obejrzałam ostatni odcinek szwedzkiego serialu „Maria Wern”. Film składał się z siedmiu części i każdy dotyczył innej sprawy kryminalnej. Mocno skandynawski, doskonały
i idealnie wpasowujący się
w puste miejsce pozostałe po „Wallanderze”, „Irene Huss” i Sarze Lund z „The Killing”. Akcja filmu dzieje się na Gotlandii – zdjęcia wyspy niesamowite, miałam wrażenie, że to jedno z piękniejszych miejsc na ziemi. Maria Wern jest policjantką, bystrą i dowodzącą grupą dochodzeniową w akcji. W tych kilku sprawach, które rozwiązuje, jest rozważna, spokojna, podchodząca do wszystkiego z mocno zdrowym rozsądkiem. Bardzo ciekawa bohaterka, która zapadnie mi w pamięć. W życiu prywatnym jest samotną matką dwojga dzieci, niedawno bowiem straciła męża. Dzieci są jeszcze dość małe, dlatego Maria stara się łączyć obowiązki zawodowe z ich wychowywaniem – co udaje jej się, pomimo chwil smutku, które również pojawiają się w życiu bohaterki i to dość często.

Cały serial „Maria Wern” toczy się przede wszystkim wokół spraw kryminalnych. Elementy obyczajowe są, bo to nieodzowny element i książek, i filmów skandynawskich, ale zaserwowane idealnie i połączone z całością filmu w taki sposób, że nie burzą nawet najmniejszego fragmentu prowadzonych spraw. Wplecione zostały w całość serialu tak, by współtworzyć jego niepowtarzalny klimat.
Oprócz głównej bohaterki Marii, poznajemy Thomasa Hartmana – szefa wydziału, Arvidssona, policjanta towarzyszącego głównej bohaterce w każdej sprawie, przy którym reżyser zatrzymał się trochę, gdy po śmierci ojca okazuje się, że Arvidsson nie był jego biologicznym synem i że gdzieś ma siostrę, Erikę – patologa sądowego i przyjaciółkę Marii, Patrika Hedlunda – byłego chłopaka Marii z dawnych lat, który nagle pojawia się na posterunku, jako dodatkowe wsparcie policji i równie nagle znika. I wielu innych bohaterów, z których prawie żaden nie jest potraktowany w tym filmie pobieżnie. Reżyser dogłębnie stara się analizować sytuację zarówno prowadzących śledztwo, jak i ofiar, a nawet przestępców i postaci, które przypadkowo pojawiają się w śledztwie.

Uwielbiam skandynawskie seriale kryminalne, mają w sobie jakąś wciągającą moc. Niektóre są jednak zdecydowanie za krótkie. Amerykanie nakręcają tasiemce, zdarza im się przesadzić z ilością sezonów i poplątać wszystko, co możliwe, a Skandynawowie – krótko i treściwie, co na pewno jest korzystne, ale… chciałabym więcej.

A jak wspomniałam na początku, ogromnym atutem filmu są wspaniałe zdjęcia Gotlandii. Wyspa pokazana jest w różnych porach roku, pełna barw, małych, podobnych do siebie domków, z otaczającym ją morzem – coś niesamowitego.

Spędziłam miło siedem kolejnych niedzielnych wieczorów z Marią Wern i mocno żałuję, że film się skończył. Teraz na alekino będzie emitowany serial brytyjski pt.„Vera”, na podstawie powieści Ann Cleeves. Mam nadzieję, że Vera przypadnie mi do gustu równie mocno, jak poprzedniczka…..
gotlandiaŻycie pędzi – już dosłownie – jak szalone. Cieszę się, że od czasu do czasu kontroluję ten pęd i przysiądę chociaż na chwilę przed czymś, co oderwie mnie od tego, co dzieje się wokół. Nawet jeśli jest to zwykły serial telewizyjny – chwała mu za to, że jest taki, jaki jest. Że wciąga w intrygę i zachwyca obrazami. Jak dobrze, że ktoś jeszcze tworzy takie dzieła.

Pozdrawiam serdecznie.

Reklamy

„Bliżej”

Obejrzałam ostatnio film, który bardzo mi się spodobał. Dość dziwny film. „Bliżej” to historia czworga ludzi, dwóch par – Alice i Dana oraz Anny i Larry’ego. Poznają się bardzo przypadkowo i zakochują w sobie. Potem poznają się znowu, tylko teraz połówki par i też się zakochują…. Zaczyna się gra uczuć, brak zdecydowania w postępowaniu, a ostatecznie związki rozpadają się albo łączą w nowe.

W filmie poza tym czworgiem bohaterów nie ma innych postaci. Tylko oni toczą między sobą rozmowy, kłócą się, godzą, zbliżają i rozstają. Wzrok przyciąga magia obrazów i pięknych zbliżeń. Cały film to gra słów i uczuć, za którymi trudno nadążyć – bohaterowie ciągle dokonują wyborów, ich życie jest proste i zagmatwane równocześnie. Nie jest to łatwy film, ale w odbiorze trudno go nazwać skomplikowanym. To ich postępowanie, emocje są skomplikowane, poplątane, a sam film daje tego wyraźny obraz. Uczucie miłości w tym filmie jest sprowadzone jakby do zauroczenia od pierwszego wejrzenia, które nie jest trwałe, ale wyjątkowe. I które potem rani.

Lubię takie filmy, o podejmowaniu dziwnych decyzji życiowych, o niezrozumiałym postępowaniu niektórych ludzi. Tak sobie płynie w nich obraz, bez analizowania właściwie.

Role bohaterów pięknie zagrali – Julia Roberts, Natalie Portman, Jude Law oraz Clive Owen.

PS Wspomnę tylko, że obejrzałam również reklamowanego ostatnio „Prometeusza”. Zachwyceni zwiastunami (durnoty, wiemy przecież, że tak to specjalnie pokazują) poszliśmy z mężem do kina. Film mnie zawiódł.  Wiele   chaotycznych scen i żadnego wręcz napięcia. Szkoda, że nie przeczytałam wcześniej opinii kominka. (http://www.kominek.in/2012/07/prometeusz-recenzja-ktora-musisz-przeczytac/)

Pozdrawiam. 😉

Filmy i nie tylko…

Obejrzałam ostatnio kilka filmów, ale żaden z nich nie należy do nowości. Czasami jednak chętnie wracam do obejrzanych już kiedyś seansów, bo współczesne kino coraz częściej niezbyt przypada mi do gustu…

Powtórzyłam sobie „Smętarz dla zwierzaków” – film, który wywołuje niezłą gęsią skórkę i jest adaptacją powieści S.Kinga. W filmie poznajemy krótką historię życia młodego małżeństwa, które z dwojgiem małych dzieci wprowadza się do pięknego, dużego domu. Od razu zaprzyjaźniają się z sąsiadem, który pokazuje im miejsce, gdzie prowadzi tajemnicza ścieżka biegnąca nieopodal domu. Miejscem tym jest cmentarz dla zwierząt zabitych przez pędzące w pobliżu ciężarówki. Gdy ginie kot córki głównego bohatera, sąsiad pokazuje mu jeszcze inne miejsce. Jest to stare indiańskie cmentarzysko. Tam zostaje pochowane zwierzę. Niezwykłe działanie cmentarza powoduje, że kot wraca – nie jest już jednak tym samym łagodnym zwierzątkiem…

Drugim filmem jest również adaptacja powieści S.Kinga – „Misery”. Wspaniały film, do którego chętnie wracam. Słynny pisarz Paul Sheldon wraca z Silver Creek z gotowym maszynopisem nowej książki. Szalejąca śnieżyca powoduje, że jego samochód spada z drogi. Ratuje go Annie Wilkes (Kathy Bates), była pielęgniarka. Wmawiając autorowi, którego jest wielką wielbicielką, że drogi są nieprzejezdne, a telefony nie działają więzi Sheldona w swoim domu. Kathy Bates w roli psychopatki jest niesamowita. Chyba wszyscy znają ten film – ja byłam na nim w kinie dawno temu, gdy bilety były bardzo tanie i co tydzień chodziłyśmy z przyjaciółką do kina – w każdą niedzielę. Mieszkałam wtedy w internacie, wyjścia na filmy były dla nas obowiązkowe – nieważne, co grali. Tym sposobem obejrzałyśmy masę wspaniałych filmów – w tym niezapomniane „Misery”.

Trzecim filmem, który obejrzałam niedawno była „Alicja w krainie czarów”. Nie wiem, czy 40-stopniowa gorączka, czy naprawdę jest doskonały – ale film wywarł na mnie ogromne wrażenie. Uwielbiam baśnie, a ta jest jedną z moich ulubionych. Johny Depp – niezwykle (albo raczej zwykle) dobrze wcielił się w przesympatyczną postać Szalonego Kapelusznika. Piękne obrazy i przedziwna historia – cudo.

Lubię wieczory pełne seansów dobrych filmów. Męczą mnie szybkie filmy, przeskoki obrazów, krzykliwe i hałaśliwe (głupie nawet) wypowiedzi bohaterów. Czasami wolę wrócić do czegoś, co może nie jest przez niektórych uważane za arcydzieło kina, ale mnie podnosi na duchu.

Przy okazji chciałabym polecić Wam serial, który oglądałam na BBC Entertainment zatytułowany „Morderca z Whitechapel”. Będzie on emitowany na „ale kino” od niedzieli – tutaj szczegóły: http://www.alekinoplus.pl/html/morderca-z-whitechapel/

Dla miłośników angielskiego powolnego kryminału.

Pokażę jeszcze hafcik, który ostatnio wykonałam siedząc w domu, bo zmuszona byłam „przykuć się do łóżka”. Hafcik i książka pod nim to prezent imieninowy dla przyjaciółki:

Pozdrawiam wszystkich i życzę miłego weekendu. 🙂

O serialach, które lubię….

Murilega zaprosiła mnie do zabawy serialowej i próbuję od rana sklecić coś sensownego – a nie jest to łatwe, gdyż lubię bardzo dużo seriali. Skupię się na tych, które oglądam aktualnie:

Bardzo lubię seriale kryminalne. Ostatnio wciągnęłam się mocno w „The Killing” – serial o brutalnym zabójstwie młodej dziewczyny Nanny Larsen. W tle działań związanych ze śledztwem prowadzonym przez świetną detektyw – Sarah Lund, obserwujemy zagrywki ze świata polityki, który aż tak bardzo nie jest tematem odległym. Wszystkie sytuacje jakoś się ze sobą łączą i odkrywają bardzo mroczne tajemnice. Oprócz zagadki morderstwa śledzimy delikatnie zarysowane osobiste problemy bohaterów. Sarah Lund należy do grona detektywów chodzących swoimi ścieżkami, działających zgodnie z instynktem. Pali, pije piwo, je to, co odgrzeje szybko w mikrofalówce. Obsesyjnie myśli o pracy zapominając o własnej rodzinie, z którą pozostaje w ciągłych konfliktach. Ubrana w jeden sweter dąży do celu – niczym Harry Hole – nie wierząc w nic i nikomu.

„The Killing” to serial duński, w środę na „Ale kino” będzie można obejrzeć dwa ostatnie odcinki. Szkoda, że to już koniec.

Kolejnym serialem, który oglądam ostatnio jest „Inspektor Irene Huss”. Tutaj każdy odcinek jest o innej sprawie kryminalnej, ale również mamy świetną policjantkę, która wie, co robi. Irene – w odróżnieniu od Sarah, ma rodzinę, która ją wspiera oraz bardzo dobry zespół.
Śledztwa, które prowadzi należą do ciężkich przestępstw, często są to brutalne zabójstwa kobiet. Bohaterka wydaje się być również kobietą, dla której makijaż czy super ciuchy nie mają znaczenia. Swoją pracę wykonuje z determinacją. Serial też ma się ku końcowi – czego również żałuję….


Przyszła kolej na trzy wspaniałe seriale kryminalne produkcji brytyjskiej. O dwóch z nich pisałam już, więc nie będę się powtarzała ze streszczaniem – są to – wspaniały „Sherlock” i mroczny „Luther”. Przy okazji wspomnę, że bardzo się cieszę, iż Idris Elba otrzymał niedawno Złoty Glob za rolę Luthera właśnie.

Trzecim z seriali brytyjskich jest „Morderca z Whitechapel”. Główny bohater, podkomisarz Chandler w pierwszym sezonie tropi bezwzględnego zabójcę, naśladowcę Kuby Rozpruwacza. Pomaga mu dziwny „człowieczek” – specjalista od tego seryjnego mordercy, który na co dzień zajmuje się oprowadzaniem wycieczek – śladami Kuby Rozpruwacza. Pojawia się on i w sezonie drugim. Niedawno dowiedziałam się, że jest już kolejna część przygód detektywa Chandlera – czekam z niecierpliwością na emisję.

Kolejnym serialem kryminalnym, który oglądam aktualnie jest polski „Glina”.  Wspaniały film w reżyserii Władysława Pasikowskiego z rewelacyjną rolą Jerzego Radziwiłowicza, który gra tutaj komisarza Andrzeja Gajewskiego. Sprawy kryminalne rozłożone na około dwa odcinki, przeplatane z problemami osobistymi bohaterów są bardzo wciągające. Oglądałam ten film kilka lat temu, ale teraz z chęcią go powtarzam. Nie ma w nim super bohaterów, postacie popełniają pomyłki, a w ich życiu bywa różnie. To według mnie najlepszy polski serial kryminalny.

A teraz dla odmiany od tych kryminalnych napiszę o innym serialu, z którym jestem na bieżąco. Jest to film „Sześć stóp pod ziemią”. Wspaniały serial, tym razem amerykański – psychologiczny obraz rodziny Fisherów, prowadzących dom pogrzebowy. Cała masa problemów nagromadzonych w tym filmie, połączonych z ironią powoduje, że film trzyma wysoki poziom. Ale to dlatego, że nie są to problemy rodem romantycznych tasiemców. Owszem – dotyczą sfery miłosnej – ale nieźle pokręconej, sfery intymnej – ale jeszcze bardziej pokręconej, braku zrozumienia – najczęściej siebie samego. A odnalezienie jakiegoś swojego miejsca w tym wszystkim wydaje się niemożliwe – życie bywa jeszcze bardziej pokręcone od Fisherów – i o tym jest ten film…
Główni bohaterowie to członkowie rodziny Fisherów – David, Nate i Claire, ich matka Ruth, pracownik Federico, Keith – chłopak Davida, Brenda – dziewczyna Nate’a i wielu innych obserwatorów i uczestników życia na ziemi, poszukujących jego sensu….

Opowiedziałam o serialach, które oglądam aktualnie. I na tym zakończę swój wywód. Gdybym miała jeszcze pisać o innych ulubionych filmach, to kto by to czytał… Nie wspomniałam nawet o ulubionym Wallanderze… Może przy innej okazji. 😉 Jedno jest pewne – lubię seriale, w których ludzkie życie jest kompletnie „zamotane” i trudno odnaleźć sens tego wszystkiego…

Dziękuję Marcie za zaproszenie do zabawy – nigdy nie zmobilizowałabym się, żeby pisać o serialach, które lubię…

„Luther” – sezon 2

Drugi sezon „Luthera” produkcji BBC to tylko cztery odcinki niestety, ale film godny jest uwagi wszystkich, którzy lubią dobre, mocne wrażenia.

W ciągu tych czterech odcinków John Luther rozwiązuje ciężkie sprawy kryminalne związane z bardzo ciemną stroną ludzkiej duszy i wplątuje się w pewien konflikt, który może skończyć się dla niego tragicznie. Zdobywa też nową towarzyszkę swych życiowych zmagań, młodą dziewczynę, której pomaga „wygrzebać się z głębokiego i śmierdzącego życiowego bagna”. Poprzednia przyjaciółka Luthera – niesamowita Alice, zabójczyni, przebywa w szpitalu psychiatrycznym, z którego „udaje”  jej się uciec i udać w długą podróż.

Akcja mini serialu umiejscowiona jest w Londynie. Miasto niczym jednak nie przypomina wspaniałych zdjęć, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni – jest to brudny, zimny Londyn, pełen przestępców, którzy popełniają najgorsze zbrodnie.

Bohater, w którego wcielił się brytyjski aktor Idris Elba – to niesamowity policjant, działający intuicyjnie, małomówny, bardzo inteligentny. Ludzie, którzy go dobrze znają, wiedzą, że zrobi wszystko, by doprowadzić do rozwiązania sprawy – wiedzą też, że pomimo niekonwencjonalnych działań, można mu ufać.

Wspaniała muzyka, wspaniałe zdjęcia, ale i mroczne, brudne sprawy ukazane bez żadnych sentymentów, jeśli chodzi o widza powodują, że film trzyma w napięciu i „daje w kość”. I myślę, że nie jest dla każdego, bo nie ma nic wspólnego z lekkimi i przyjemnymi serialami, które oglądamy częściej. Polecam go oczywiście, ale z umiarkowaniem…

Mnie zdecydowanie „Luther” zachwycił, to jeden z najlepszych seriali, jakie widziałam.

O pierwszym sezonie pisałam tutaj.