„Wieczór w Bizancjum” – Irwin Shaw

wieczór w bizancjumBardzo lubię książki Irwina Shawa. Jest jednym z autorów, do których muszę wracać co jakiś czas, aby otrząsnąć się z codzienności i pomyśleć, że nie tylko ja  mam czasami dość. Po powrocie do „Ślepego zabójcy” M.Atwood postanowiłam przypomnieć sobie jedną z psychologicznych powieści Shawa, „Wieczór w Bizancjum”. Główny bohater, Jesse Craig, producent, przebywa w Cannes na festiwalu filmowym. Spotyka tam wielu dawnych znajomych, a jeden z nich pyta go:

„(…) Co robisz w tej gnojówce? (…) Mieszkam w Londynie. Wiedziałeś? (…)
– Wiedziałem. Jak tam w Londynie?
– Miasto Szekspira i Marlowe’a, królowej Elżbiety i Dickensa, miasto Twiggy i Iana Wadleigha. Jeszcze jedna gnojówka.”

Nie jest to jedyna osoba, która zadaje mu to pytanie. Kolejną jest młoda dziennikarka, chcąca przeprowadzić wywiad z Craigiem. Mężczyzna ostatecznie sam sobie odpowiada „Przyjechałem do Cannes, żeby się uratować”.

Czy ratuje się jednak?

Jego życie (i świat, w którym żyje) przypomina bardzo dosłownie wspomnianą wyżej „gnojówkę” – rozstał się z żoną, dzień zaczyna od szklaneczki (lub dwóch) whisky, nie śpi, imprezuje, spotyka się z różnymi kobietami, a wszelkie składane sobie obietnice i postanowienia bardzo szybko biorą w łeb…

Próbuje zrobić rozrachunek z samym sobą, wspomina i czuje, że chce zmiany. Pisze scenariusz, który może okazać się całkiem niezłym materiałem na film, ale już tak zapętlił się w zepsutym kompletnie świecie, że nie dostrzega przekraczania granic… Chciałby zmienić swoje życie, wrósł w nie jednak bardzo mocno i zapuścił długie korzenie. Dzięki wewnętrznym przemyśleniom wiadomo, że Jesse jest naprawdę wartościową osobą – inteligentny i dostrzegający marność, ale i wartość niektórych dzieł,  wielokrotnie udowadnia, że patrzy trzeźwo i z rozsądkiem na wiele spraw. Dlaczego jednak postępuje nie tak, jak byśmy chcieli? Nie jest bowiem bohaterem „cukierkowym” – jest człowiekiem z wszelkimi wadami i słabościami. A niełatwo jest uciec i oderwać się od rzeczywistości, a jeszcze trudniej od przeszłości i jej błędów – niestety.

Właściwie towarzyszymy bohaterowi przez kilka tygodni jego życia, ale poznajemy całość tej dziwnej egzystencji zmierzającej do upadku – nie tylko głównego bohatera, ale w tym konkretnym momencie również jego córki.
Bez ogródek i fałszowania obrazu śmietanki towarzyskiej Shaw przedstawia „wielki świat” artystów – i oby nie było mi z takim po drodze…

Wystarczy ten, w którym tkwię. 😉

Moja ocena 4/6

Zbieram sobie powolutku wszystkie powieści Irwina Shawa. Na allegro taniutko kupiłam ostatnio trzy tytuły, a kilka mam już z młodzieńczych lat. „Wieczór w Bizancjum” nie jest najlepszą jego powieścią, ale lubię go za wszystkie książki, jakie napisał.

Reklamy

8 responses to “„Wieczór w Bizancjum” – Irwin Shaw

  1. Bardzo lubię tę książkę 🙂 kiedyś o niej pisałam też u siebie, ale daaawno (i nieprawda ;)). Za to, w przeciwieństwie do Ciebie, inne książki Shawa jakoś mi nie podeszły, może trafiałam po prostu na jakieś wątpliwie mi pasujące czy coś, ale tak naprawdę tylko do „Wieczoru w Bizancjum” wracam.

    • Może dlatego, że była pierwszą książką, jaką przeczytałaś Shawa? Ja pierwszą przeczytałam „Dopuszczalne straty” – i tę lubię najbardziej.
      B. przypadł mi też do gustu „Hotel świętego Augustyna”. Może autor gra na jakiejś mojej czułej strunie… Nie wiem, lubię go ogromnie.
      Pozdrawiam.
      PS Mam już „Sprawę Thomasa Crowna” – czekam tylko na wolną chwilkę. 😉

      • Możliwe, że dlatego, rzeczywiście 🙂 chociaż też bardzo pasował mi temat, taki rozgoryczony starszy facet wśród palm, wiecznie ze szklanką w dłoni. „Hotel św. Augustyna” zapamiętam, „Dopuszczalne straty” również, obu nie czytałam.
        Życzę szczęścia z Crownem, mam nadzieję, że nie będziesz się krzywiła podczas oglądania 🙂

  2. Autor znany ze słyszenia. Może czas, żebym się zainteresował. Która z powieści Shawa -jest wg Ciebie- najbardziej godna uwagi ?

    • Nie wiem, powoli będę wracała do wszystkich, ale czytałam je w dość odległej młodości 😉
      Najbardziej podobały mi się „Dopuszczalne straty”, ale nie wiem, czy od tej zacząć, czy może od „Młodych lwów”? Chyba trzeba zaufać intuicji. 😉

  3. Czyli nie tylko Bernhard miał dość artystów. I potrafił ich odpowiednio obgadać.

  4. Ja muszę w końcu coś jego przeczytać, skoro go tak chwalisz. Raczej nie zacznę od tej książki, skoro to nie jego najlepsza powieść, ale na pewno jakąś przeczytam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s