„Krwawy południk” – Cormac McCarthy

„Jechali bez ustanku w upale dnia następnego, beczki na wodę puste, wierzchowce konające, i wieczorem ci wybrańcy, obdarci i biali od pyłu niczym kompania uzbrojonych młynarzy wędrujących konno z wyroku własnego obłędu, zjechali z pustyni… Płoty z kości wytyczały ten skrawek zakurzonej ziemi, śmierć wydawała się jedyną cechą krajobrazu…”

Śmierć towarzyszy chyba każdej stronie tej książki – książki o bandzie Johna Glantona, która po zawarciu układu z gubernatorem zajmuje się „oczyszczeniem” ziem z Indian, a podstawą rozliczenia są skalpy zabitych. Za każdy skalp płaci się im 100 dolarów. Misja Glantona kończy się powodzeniem, ale po otrzymaniu należytej sumy rusza on dalej ze swymi kompanami. Ich działania wymykają się spod kontroli – jeśli w ogóle jakiejś podlegały (?) – zabijają właściwie wszystkich, niszczą, plądrują całe miasteczka i osady. Nie ma dla nich znaczenia wiek, płeć, a nawet czy to człowiek czy zwierzę. Znęcają się nad właściwie każdym stworzeniem…

Każdy członek tej bandy to postać absolutnie bezbarwna – bez cech charakteru właściwie – są to istoty, które wiedzą, że zaspokajać podstawowe potrzeby, aby żyć, ale nie posiadają żadnych zasad czy uczuć. Dokonują strasznych rzezi, o których nie toczą żadnych rozmów przy ognisku, nie rozważają swojego postępowania, a gdy się wyśpią – jadą zabijać dalej. Ich drodze towarzyszą takie opisy:

„(…) sylwetki martwego bydła pod płachtami zeschniętej skóry leżały jak szczątki prymitywnych łodzi, wywróconych do góry dnem na bezbrzeżnej pustce; śmiertelnie bladzi i surowi minęli czarne sylwetki padłych z pragnienia koni i mułów, które porzucili wędrowcy. Wyschnięte na wiór zwierzęta skonały w piachu, wyciągając z bólu szyje (…) Przecięli rozległe wyschnięte jezioro z rzędem wygasłych wulkanów w oddali…”

I tak właściwie cały czas – opisy ciężkie, duszne, przytłaczające – a równocześnie doskonałe. Autor przedstawia tę krainę śmierci w sposób mistrzowski, pejzaż zgrywa się jakby z postaciami, które przemierzają te nieprzyjazne ziemie.

Jeśli ktoś oczekuje od powieści „Krwawy południk”, że będzie ona wspaniałym westernem z odważnym szeryfem i honorowymi pojedynkami – jakie znamy z filmów, to grubo się rozczaruje. Tych elementów w powieści nie ma – jest okrutna rzeczywistość, w której trudno sobie wyobrazić życie.

Wydarzenia opisane w książce „Krwawy południk” miały miejsce – banda Glantona żerowała na ziemiach wzdłuż Meksyku w kierunku zachodniego wybrzeża w latach 1849 – 1850. McCarthy nadał tym wydarzeniom brutalną otoczkę fabularną zmieniając tym samym wizję westernowego Dzikiego Zachodu na zawsze….

To moja druga powieść McCarthy’ego – po rewelacyjnej „Drodze” i bardzo dobrym „Krwawym południku” na pewno chcę więcej. Na okładce napisano, że McCarthy to następca Faulknera – coś w tym jest, uwielbiam prozę Faulknera, a czytając „Krwawy południk” wyczuwałam nutę jego długich, dusznych powieści o amerykańskim południu.

Moja ocena 5/6

Advertisements

25 responses to “„Krwawy południk” – Cormac McCarthy

  1. Mnie się tą książkę czytało bardzo bardzo ciężko i długo. Nie potrafiłem docenić poetyki McCarthyego w tej powieści. Bardziej wolę jego książki w których kładzie nacisk na człowieka jak „Dziecię Boże” czy właśnie „Droga”. „Krwawy południk” i ” Strażnika sadu” zaliczam do bardziej do książek „przyrodniczych” :):):)

    Co ciekawe, chociaż mineło sporo czasu od czytania tej książki, wciąż całkiem dokładnie pamiętam niektóre sceny.

    • Ja właściwie przeczytałam szybko, tylko musiałam sobie małą przerwę zrobić…
      Tutaj nie ma skupienia na człowieku – masz rację. To jest właściwie taka relacja z kolejnych wydarzeń, ale mnie jakoś mrocznie wciągnęło…
      Inne powieści chętnie poznam.

  2. Książkę kupiłam jakiś czas temu i już nie mogę się doczekać kiedy się za nią wezmę:)))

  3. O, to styl jaki lubię, śmierć, duchota, dobra historia. Pablo pisze, że się ciężko czyta – zobaczymy, może i mnie się uda dorwać 🙂

  4. Osobiście mam niespecjalnie miłe wspomnienia z tym autorem. Jestem po dwóch lekturach jego autorstwa i szczerze powiedziawszy strasznie je męczyłam. Jednak recenzowana przez ciebie książka wydaje mi się ciekawa, inna od poprzednich pana McCarthy’ego. Będę szukać 😉 Pozdrawiam!

    • Sama nie wiem, wydaje mi się, że ta jest wyjątkowo „odpychająca” – chociaż mnie jakoś „odurzyła”, boję się, że możesz się zrazić jeszcze bardziej. Ale spróbować warto.

  5. Ja podobnie jak Ty zaczęłam od „Drogi” i jakoś do tej pory nie miałam okazji przeczytać innej książki tego autora. Myślę, że „Krwawy południk” będzie dobrym wyborem na kolejną jego lekturę.

  6. McCarthy jest poza konkurencją, oprócz ‚Strażnika sadu’, którego mam, ale jeszcze nie przeczytałam, zachwycałam się każdą jego powieścią i fajnie, że też Ci sie podoba jego twórczość. Ostatnia książka „W ciemność”, to majstersztyk.
    W październiku kolejna ‚Suttree’ :).

    • pees
      czemu u Ciebie pokazywany jest inny czas niż u mnie :), a może to nie godzina wpisu tylko coś innego?. Tak sie tylko pytam :).

      • Na pewno będę czytała McCarhy’ego, bo jego książki są niesamowite.
        Co do czasu – nie mam pojęcia, nigdy nie zwracałam na to uwagi. 😉 Ale ciekawe…

  7. western bez szefów i pojedynków? bez oklepanych schematów za to z duszną atmosferą? no to w końcu mam coś na temat dzikiego zachodu, co będę w stanie przeczytać 🙂

  8. Jeszcze tego autora nie czytałam, ale sądząc po Twojej recenzji i opiniach w komentarzach, może lepiej zacznę od „Drogi” 🙂
    Po takiej mocnej książce Amagansett pewnie wyda Ci się zbyt delikatny 🙂

    • „Drogę” polecam szczególnie…
      „Amagansett” to cudowne wytchnienie – po Indrigasonie i McCarthym – lektura idealna… 🙂

  9. Kurczę… a ja dalej jestem przed „Drogą” a tu tak zachęcająca, urzekająca i pozytywna recenzja „Krwawego południka”… konieczne odwiedzenie biblioteki!

  10. O tym autorze słyszałam od jednej z blogierek, nawet mnie zaciekawiła. Ale to nie do końca mój gust, no ale wszystkiego trzeba spróbować 😉

  11. McCarthy to dobry pisarz, ale z gatunku tych, którzy jak już popełniają jakąś wtopę to na całego i właśnie „Dziecię Boże” jest tego przykładem. Tanie, tandeciarskie, nastawione wyłącznie na odruch wymiotny, ewentualnie na odłożenie na bok po 50 stronach. Co innego „Droga”, świetna 😉 Nie męcz zatem materiału, nie wszystko od razu, bo możesz się nadziać… Sama szykuję się na przygodę z książką: No Country for Old Men, na podstawie której nakręcono też niezły film. Pozdrawiam 🙂

    • Dobrze wiedzieć… Tak to jest niestety z pisarzami. Ja tak miałam z Llosą, którego uwielbiałam „Rozmowę w katedrze”. „Wojnę końca świata”… A po przeczytaniu „Szelmostw niegrzecznej dziewczynki” głęboko się zastanawiałam, gdzie podział swój piękny styl…
      Pozdrawiam.

  12. McCarthy jakoś mnie nie przekonał, może temat nie dla mnie, no nie wiem… Chociaż „To nie jest kraj dla starych ludzi” było świetne, „Droga” mnie znużyła. Zastanawiam się ostatnio, że może z dojrzałością emocjonalną mam jakiś problem 😉

    Ale cudna jest okładka książki, którą właśnie czytasz! Ja też chcę taką 🙂 ciekawe, czy jest w którejś bibliotece…

  13. jakos sie boję tej ksiazki…hmmm..

    • Jest czego – ma w sobie coś takiego, że odczuwa się niepokój. Musiałam zrobić sobie od niej przerwę, a to mi się rzadko zdarza.

      • no wlasnie…. stoi sobie na półce i łypie na mnie, ale poki co… chyba jesczze połypie. Narazie czytam cos z górskiej półki bo juz kryminalów też dosć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s