„Tancerze wodni” – Terry Gamble

Autorka książki „Tancerze wodni” powiela temat, który znany jest wszystkim doskonale – historia nieszczęśliwej miłości Indianki, służącej w domu bogatych ludzi, do swego podopiecznego, który po powrocie z wojny, gdzie stracił nogę, uzależniony jest od morfiny uśmierzającej ból.

Główna bohaterka to młoda dziewczyna – Indianka Rachel, która po śmierci swej ukochanej babki zostaje skierowana pod opiekę sióstr zakonnych. Zaczyna wówczas pracę w domu rodziny Marchów. Z wojny wraca jeden z ich synów – Woody. Drugi syn zginął. Po odprawieniu niekompetentnej pielęgniarki, Rachel zostaje przydzielona do osobistej pomocy Woody’emu.

Po pewnym czasie mężczyzna zakochuje się w niej i nawiązują romans. Ciąg dalszy? Ciąża, pojawienie się innej młodej kobiety – bogatej byłej narzeczonej, wyjazd Rachel w celu urodzenia gdzieś potajemnie dziecka, wyjazd Woody’ego i ożenienie się z inną, listy, które nigdy do nikogo nie dotarły…..

Po kilku latach Rachel wraca do Moss Village wraz z synem, o którym wszyscy myślą, że umarł przy porodzie. Rozpoczyna nowe życie prowadząc sklep z indiańskimi pamiątkami. Oczywiście wtedy pojawia się też Woody z żoną Elizabeth i synem Rorym…

Powieść jest historią jakich tysiące. Przeczytałam ją jednak ze względu na piękne opisy stanu Michigan i osobowość Rachel – odważnej dziewczyny, która postanowiła za wszelką cenę zatrzymać dziecko i została z nim u Ady i Bliss – kobiet zajmujących się takimi dziewczynami.
Bardzo ładnie napisana niedługa książka, szczególnie dla osób, które lubią historie miłosne. Ja za nimi nie przepadam – jeszcze z takim bohaterem męskim, ćpającym i odurzającym się dla uśmierzenia bólu, tchórzem, który łatwo daje się omotać innej…
Jednak jak napisałam wcześniej – ładny język i główna bohaterka przekonały mnie do tej powieści. Nie miałam ani chwili zwątpienia, czy brnąć dalej – po prostu czytałam.

Czułam się jakby ktoś opowiadał mi tę samą historię kolejny raz, ale robił to tak umiejętnie, że słuchało się jej z przyjemnością. Można by ją nazwać „chwilą wytchnienia” – prostą, cudowną, takim „ciastkiem do kawy”…

Moja ocena 4/6

Advertisements

9 responses to “„Tancerze wodni” – Terry Gamble

  1. I kolejna interesująca pozycja:)). Zapowiada się ciekawie i z przyjemnością ją przeczytam.
    Pozdrawiam!!

  2. o, jestem pierzsza.
    musze przyznac, ze nie czytalam nic tego autora, ale ta ksiazka na pewno jest warta przeczytania.
    jak znajde chwilke to jej poszukam i przeczytam, bo mnie nia zainteresowalas 🙂

  3. Fakt, temat przemaglowany na tysiące sposobów, ale jak piszesz – jednak warto. Jeśli będę miała okazję to przeczytam.

  4. Czasami mam ochotę na tego typu schematy. Skoro tak polecasz to dodaję do wzrastającej w zastraszającym tempie listy książek do przeczytania. Chyba muszę nieco odpocząć od fantastyki, za dużo jej ostatnio brałam.

  5. Ja takich historii też raczej nie czytam, ale czasem daję się skusić na jakiś motyw „egzotyczny” – jak Indianka w tej książce 🙂 Szukać nie będę, ale jeśli książka sama do mnie trafi – dam jej szansę 🙂

  6. również za miłosnymi historiami nie przepadam, ale skoro Ciebie książka przekonała to znaczy, że może i do mnie trafi 🙂

  7. Tym razem spasuję, chociaż mam ostatnio chętkę na takie książki. Jak tak dalej pójdzie, chyba kompletnie zrezygnuję z fantastyki;)

  8. Teraz może nie, ale kiedyś dla chwili wytchnienia 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s